Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Filmozbiór Lema

Stanisław Lem był wybitnym pisarzem, o niespotykanej wyobraźni. Niestety trudno dojść do takiego wniosku na podstawie większości ekranizacji jego książek. Sam Lem filmów opartych na swojej prozie nie znosił, twierdząc, że ich autorzy wypaczają sens powieści i dodają niepotrzebne epizody. Uczciwie trzeba jednak dodać, że Lem w ogóle nie był wielkim entuzjastą kina, uważając je za naiwne i powierzchowne.

W oczekiwaniu na filmowe arcydzieło godne literackiego geniuszu Lema, zestawiam poniżej dotychczasowe, mniej lub bardziej udane, ekranizacje jego prozy. Listę ułożyłem alfabetycznie, wg tytułów książek Lema.


Astronauci
Ta jedna z pierwszych powieści Lema doczekała się ekranizacji w postaci filmu Milcząca gwiazda z 1959 roku.



Tytuł równie bezsensowny jak film (akcja rozgrywa się na Wenus, która wszak jest planetą, a nie gwiazdą). Lem nie zostawił na filmie suchej nitki: „dno dna”, "okropna chała, bełkotliwy socrealistyczny pasztet". Trudno się dziwić, bo film rzeczywiście sprawdza się jedynie jako niezamierzona autoparodia, szczególnie w warstwie dialogowej i ideologicznej. Na uznanie zasługują jedynie dość „odjechane” efekty specjalne.

Czy Pan istnieje Mr Jones
Na podstawie tego opowiadania powstał Przekładaniec Wajdy, o kierowcy rajdowym Richardzie Foxie, który w wyniku kolejnych przeszczepów staje się coraz mniej sobą... To chyba jedyny film, z którego Lem był do końca zadowolony. Nie przypadkiem - sam napisał do niego scenariusz. Wajda nie kombinował, dzięki czemu powstała świetna i niegłupia komedia, z Bogumiłem Kobielą w głównej roli. Na podstawie tej książki powstały jeszcze dwa spektakle telewizyjne: z 1957 r. (reż. Zbigniew Kuźmiński) i z 1973. roku (reż. Cezary Łagiewski).

Dzienniki gwiazdowe
Pod zbiorczym tytułem "Dzienniki gwiazdowe" zawarte są przygody i podróże Ijona Tichego, pisane przez Lema przez kilkadziesiąt lat i wydawane pod różnymi tytułami. Podróże te to kopalnia filmowych pomysłów, niestety słabo wykorzystana przez kino.
W 1965. roku Marek Nowicki i Jerzy Stawicki nakręcili krótki film telewizyjny pt. "Profesor Zazul". Opowiada on o szalonym naukowcu, który prowadzi badania nad stworzeniem idealnego klonu człowieka. Istnieje też spektakl telewizyjny "Przypadek Ijona Tichego", w reż. Lecha Raczaka, opowiadający o sztucznych bytach stworzonych przez niejakiego Korkorana. "Ludzie", których życie stworzone jest sztucznie, nie mają pojęcia, że są jedynie obwodami, zamkniętymi w skrzyniach. Trudno nie zauważyć w tym inspiracji dla filmu "Matrix".

W ostatnich latach w Niemczech (gdzie Lem był zawsze bardzo popularny) powstał miniserial pt. "Ijon Tichy. Gwiezdny podróżnik". Scenariusz oparty jest o pierwsze podróże Ijona Tichego. Niemcy dodali co prawda Tichemu cybertowarzyszkę w postaci Halucyny (której nie ma w oryginale), ale generalnie całość gorąco polecam. Serial zrealizowany jest "z duchem oryginału". Wydany został w Polsce przez Gazetę Wyborczą, z dubbingiem Macieja Stuhra i Edyty Jungowskiej.

Kongres futurologiczny
Kongres futurologiczny, choć również opisuje przygody Ijona Tichego, wydawany jest jako osobna książka. Do wyreżyserowania filmu przymierzał się kiedyś Andrzej Wajda, ale nic z tego nie wyszło. W tej chwili nad ekranizacją pracuje Ari Folman (twórca "Walcu z Bashirem"). Trudno powiedzieć czego sie spodziewać, szczególnie że podobno Ijon Tichy ma być kobietą...

Noc księżycowa
Ekranizacji doczekały się dwa opowiadania z tego zbioru. W "Wyprawie Profesora Tarantogi" - profesor Tarantoga konstruuje maszynę, pozwalającą na podróże w czasie. Powstały dwie ekranizacje niemieckie tego opowiadania (Lem w wywiadzie: "Niech Pan dziękuje Bogu, że nie musiał Pan tego oglądać"). Na podstawie opowiadania z tego zbioru powstał też niemiecki Dziwny gość Profesora Tarantogi. Ponadto istnieją dwa przedstawienia Teatru Telewizji: "Przygody Profesora Tarantogi" w reż. Józefa Słotwińskiego (1962), oraz "Wyprawa Profesora Tarantogi" w reżyserii Macieja Wojtyszki (1992). Co ciekawe, ta ostatnia bardzo chwalona przez Lema.

Obłok Magellana
Co prawda czescy twórcy filmu nie zająknęli się w napisach, na podstawie jakiej książki powstał ich film, ale nie ulega wątpliwości, że Ikaria XB 1 jest ekranizacją "Obłoku Magellana", czyli jednej z pierwszych powieści Lema. Filmu niestety jeszcze nie widziałem, ale podobno to całkiem oryginalna wizja:

One Human Minute
Ta krótka forma ukazała się w cyklu "Apokryfów" (lub "Biblioteki XXI wieku" - zależy od wydania), czyli recenzji nieistniejących książek. Lem recenzuje w tym przypadku książkę, która opisuje szczegółowo jedną minutę całej ludzkości. Na bazie tego luźnego pomysłu powstał węgierski film "1" z 2009 roku.

Choć w pewnym sensie (nie wiem na ile świadomie) do pomysłu tego nawiązuje też dokument Macieja Drygasa Jeden dzień w PRL.

Opowieści o pilocie Pirxie
Na podstawie jednej z przygód powstał film Test pilota Pirxa w reżyserii Marka Piestraka.



Film był koprodukcją polsko-radziecką, w roli Pirxa wystąpił radziecki aktor, ale nad całością pieczę sprawował polski reżyser. Ogląda się to obecnie z pewnym rozrzewnieniem, film jest zrobiony dość topornie, ale ma jakiś klimat... Zacytujmy jeszcze Lema: "wiało tandetą i nudą w stopniu niebywałym".

Oryginalne scenariusze
Na podstawie oryginalnych scenariuszy Lema (nie wydanych w formie żadnej książki) powstały dwa filmy animowane Krzysztofa Dębowskiego: "Wycieczka w kosmos" z 1961 i "Pułapka" z 1962.
Oryginalnym scenariuszem był podobno "Powrót z gwiazd", który reżyserować miał Aleksander Ford, jednak do realizacji (ze względów finansowych) nie doszło, a Lem przerobił później scenariusz na normalną powieść.
W 1994 r. na podstawie oryginalnego scenariusza Lema powstał niemiecki "Marianengraben" w reżyserii Achima Bornhaka.

Pokój na ziemi
W 1998 powstał holenderski film "Victim of the Brain" podobno luźno oparty na wątkach z "Pokoju na ziemi". Nic więcej o tej realizacji niestety nie wiem.

Przyjaciel
Na podstawie tego krótkiego opowiadania Lema powstał w 1965 roku film Marka Nowickiego i Jerzego Stawickiego pod tym samym tytułem. Tytułowym Przyjacielem jest potężny superkomputer. Bohater opowiadania, Harden, łączy się z nim kablem, żeby stoczyć pojedynek na umysły... I niech mi ktoś jeszcze powie, że "Matrix" oparty był na oryginalnym pomyśle :) Twórcy filmu dołożyli do fabuły postać Ijona Tichego, którego nie było w oryginalnym opowiadaniu.

Solaris
Ta najbardziej znana książka Lema doczekała się dwóch znanych ekranizacji.
Pierwsza to Solaris Tarkowskiego.

Film uważany jest powszechnie za arcydzieło. Rzeczywiście, Tarkowski nakręcił film metafizyczny i intrygujący. Z drugiej jednak strony dołożył do arcydzieła Lema wiele własnych wątków i interpretacji, które mocno rozwścieczyły pisarza (ich kłótnie przeszły do historii).
Druga to Solaris Soderbergha, czyli wersja hollywoodzka. Lem deklarował w wywiadach, że ma nadzieje, że nie dożyje momentu, gdy film wejdzie na ekrany, jednak gdy został już ukończony był względnie mało krytyczny.

Soderbergh zignorował co prawda zupełnie warstwę filozoficzną powieści, koncentrując się wyłącznie na wątku miłosnym, jednak przynajmniej nie pododawał własnych elementów, wypaczających myśl pisarza.

Szpital przemienienia
Ta w pełni realistyczna powieść Lema została przeniesiona na ekran przez Edwarda Żebrowskiego w 1978 r. Lem tradycyjnie zżymał się na ekranizację, zarzucając twórcy Szpitalu przemienienia, że przedstawił na ekranie "wyłącznie rozmaite elementarne nonsensy, których przecież nie mogłem napisać". Krytycy, wbrew pisarzowi, przyjęli film ciepło.

Śledztwo
Bardzo nietypowa powieść kryminalno-detektywistyczna o "ożywających" ciałach w pewnej angielskiej kostnicy. Film Śledztwo w reżyserii Marka Piestraka (1973) był raczej powszechnie krytykowany, choć sam Lem trochę rozgrzeszał Piestraka, doceniając jego zaangażowanie i entuzjazm dla projektu (żeby nakręcić sceny w Scotland Yardzie wpadł do środka z kamerą, bez żadnych pozwoleń i nakręcił parę scen, zanim go wyrzucono).
Lepsze recenzje zebrał natomiast spektakl telewizyjny w reż. Waldemara Krzystka z 1997 roku.


Lista ta nie wyczerpuje najpewniej wszystkich realizacji filmowych, opartych o prozę Lema. O mniej znanych, a także o projektach niezrealizowanych można poczytać na przykład w wywiadzie z pisarzem przeprowadzonym przez Łukasza Maciejewskiego. Oprócz rzeczonego wywiadu przy pisaniu notki korzystałem z artykułu Lem vs. Film Adriana Szczypińskiego, rozdziału "Lem on Film" Krzysztofa Loski z książki The Art and Science of Stanislaw Lem, oraz bazy filmpolski.pl.

Esme Esme

Kawał fascynującej roboty! Szacun.

.

michuk michuk

Dodam jeszcze przedstawienie teatralne Solaris. Raport w reżyserii Natalii Korczakowskiej, którego premiera w warszawskim Teatrze Rozmaitości miała miejsce w październiki 2009 roku.
Miałem przyjemność oglądać tę sztukę i trzeba przyznać, że to całkiem oryginalna interpretacja, z przekonującą scenografią oddającą statek kosmiczny na scenie teatralnej tak dobrze jak się to da przy małym budżecie.
W porównaniu do filmów najmniej chyba odchodzi od fabuły książki, choć podobnie jak Solaris Soderbergha koncentruje się bardziej na psychologii i uczuciu Kevina niż na części filozoficznej (spotkanie z obcą cywilizacją).
Nie trzeba, ale można (o ile jeszcze grają to w TR).

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Koncentrowałem się tylko na tym, co da się zobaczyć na małym lub dużym ekranie. Jeśli chodzi o dziwne realizacje, to jest ich sporo więcej. Np. w przypadku samego Solaris istnieje wersja baletowa (odtańczona w Dniepropietrowsku), oraz operowa z Monachium. Więcej o takich kwiatkach w wywiadzie z reżyserem, do którego podałem link.

.

Oferma Oferma

Podziękował!

.

habdank habdank

Do spinaczy! Super, dzięki.

.

bolekczyta bolekczyta

Wow, ale research!
"Śledztwo" w reżyserii Krzystka to naprawdę mocna rzecz. Rzadko udaje się wytworzyć w TV taki klimat.

Co do "Solaris" Sodenbergha widziałem (bodaj w "Dużym Formacie") wypowiedź Lema, który mówił, że daje filmowi swoje błogosławieństwo.

Moja osobista teoria (sprawdza się w 95%) jest taka: na podstawie dobrych książek powstają słabe filmy.

.

Esme Esme

"Władca pierścieni", "Matka Joanna od Aniołów" i inne adaptacje Iwaszkiewicza, "Mechaniczna pomarańcza", "Lśnienie", "Stalker", "Blade Runner", "Rękopis znaleziony w Saragossie" i spore grono innych filmów zadają kłam tej teorii.

Ewentualnie można powtórzyć za Doktorem, który kiedyś coś takiego napisał, że to Lem jest słabo filmowalny.

.

bolekczyta bolekczyta

Te wymienione przez Ciebie filmy mieszczą w 5% dobrych ekranizacji (czasami kongenialnych) dobrych, a nawet wybitnych pierwowzorów.

.

Esme Esme

Wymieniłam 7 ekranizacji. Jeśli należą one do 5 procent, to na każdą powinno przypadać po 19 kiepskich adaptacji dobrych książek, co oznacza, że aby zrównoważyć tylko te wyciągnięte z rękawa przykłady musiałbyś mi podać 133 tytuły. :)

Odkładając na bok złośliwość, osobiście jestem zdania, że odsetek udanych ekranizacji dobrych książek jest dokładnie taki sam, jak odsetek dobrych filmów w ogóle, adaptacji i nieadaptacji. Zgadzam się, że jest on raczej nieduży.

.

bolekczyta bolekczyta

Mógłbym, mógłbym (widziałaś udaną ekranizację Conrada?). Ale chyba nie o to chodzi.
Myślę, że gra tu też rolę efekt rozbudzonych oczekiwań: "książka była świetna - film też będzie", a tymczasem dostajemy coś mizernego, zupełnie poza "duchem" pierwowzoru. No poza tym, by zekranizować genialną literaturę, samemu też trzeba być nieprzeciętnie uzdolnionym. A nawet jak talent jest, gwarancji na sukces nie ma żadnych. Wyjątkiem, jedynym jaki znam, reżysera, który absolutnie czuł słowo pisane był W.J. Has.

.

Oferma Oferma

Josepha Conrada? Czas apokalipsy to "całkiem udany" film o ile mi wiadomo ;) Dawno temu widziałem też Smugę cienia Wajdy, nie czytałem powieści, ale film zdaje się był całkiem całkiem.

Bolek, z tego co widzę w Twoich ocenach to dominują tam wlaśnie ekranizacje i oceny wysokie. To jak to z tym w końcu jest ? :)

.

bolekczyta bolekczyta

"Czasu Apokalipsy" jednak nie nazywałbym ekranizacją. Coppola wykorzystał pewne wątki z Conrada, dodał własne. "Smugi cienia" nie widziałem, podobnie jak "Piłata i innych" (na podst. Bułhakowa".

Faktycznie - sporo ekranizacji. Ja w mojej teorii mam na myśli wybitne dzieła literackie. Serii o Wallanderze np. do tej kategorii bym nie zaliczył.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Moim zdaniem trzeba wyróżnić dwa przypadki. Po pierwsze istnieje literatura słabo filmowalna - tak jest wtedy gdy duże znaczenie ma język, lub strona filozoficzna, a mniejsze fabuła. Przykłady: Gombrowicz, Hesse, Vonnegut, Kafka. W dużej mierze również Lem, choć pojedyncze pomysły mogłyby spokojnie stać się podstawą świetnych filmów.

Inny przypadek to natomiast taki, gdy w związku z tym, że książka była wybitna i wielowarstwowa mamy wielkie oczekiwania wobec filmu, którym on nie jest w stanie sprostać. Albo inaczej - większość reżyserów nie jest w stanie.

A na opinię bolka (że 95% filmów powstałych na bazie dobrych książek jest złych) odpowiem tak: w ogóle większość filmów, które powstają, jest złych. Bez względu na to, na czym były wzorowane ;)

.

bolekczyta bolekczyta

Schultz jest słabo filmowalny, a W. J. Has dał radę;)

Jestem jednak skłonny się zgodzić, że być może moja teoria to kwestia statystyki.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Tytułem uzupełnienia dodam, że na najnowszej ENH pokazana zostanie krótka animacja braci Quay, pt. "Maska" na podstawie opowiadania Lema, zrealizowana w Se-ma-forze!

.

olamus olamus

A ja obejrzałam właśnie "Maskę" wg. opowiadania Lema. Konia z rzędu temu kto wyjaśni o co chodziło w książce (ekranizacja niewiele jest w stanie pomóc w tym zakresie, ale to może nawet lepiej).
Co do marzeń odnośnie nowego arcydzieła filmowego wg. Lema to ja się czekam na filmowca który weżmie się za "Eden". Ta ksiązka wprost idealnie nadaje się na ekranizację!

.

michuk michuk

No przecież już Ci wyjaśniłem. Robot "budzi się" do życia z nabytą świadomością, powoli jednak odkrywa że nie jest tym kim wydawało mu się, że jest. Wszystko jednak dzieje się na tyle szybko, że nie dane jest mu odkryć prawdziwej tożsamości. Wykonuje zadanie i jest utylizowany.

Oczywiście to interpretacja na chopski rozum. I nie wyjaśnia np. czemu robot jest owadem, czy też o co chodzi z tą wieczną miłością na koniec filmu.

Wiem tylko że film na pewno jest strawniejszy od książki, której nie udało mi się pokonać, mimo jej bardzo cienkich rozmiarów. Bardzo ciężka proza, zupełnie jak nie Lem.

.

olamus olamus

Koń jest Twój, ale moje wątpliwości dot. sensu książki/filmu nadal nie zostały rozwiane.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

@olamus @michuk

Czytałem "Maskę" niedawno (po obejrzeniu filmu), więc mogę odpowiedzieć na Wasze wątpliwości. Maska opowiada historię maszyny-mordercy, skonstruowanej przez króla, który chce pozbyć się swojego wroga na dworze (nie jest dokładnie wyjaśnione czym podpadł, ale jest informacja, że król od dawna stosuje taką praktykę dialogu politycznego). Robot ukryty jest w ciele młodej damy cudownej urody. Ma ona rozkochać w sobie tego wroga, a następnie go zabić. W książce zresztą ściga go bardzo długo, czego w filmie nie ma.

Ale to jest oczywiście tylko pierwsza warstwa. W warstwie głębszej (i najważniejszej) jest to opowieść na, że tak powiem, klasyczny lemowski temat: o istocie świadomości, wolnej woli, człowieczeństwa. W maszynie bowiem budzi się świadomość. Uzmysławia sobie kim / czym jest. Próbuje walczyć ze swoją naturą. Jest maszyną zaprogramowaną do zabijania, ale na tyle złożoną, że potrafi samodzielnie myśleć. To temat klasyczny w sci-fic: złożona maszyna obliczeniowa jest tak potężna, że zaczyna próbować pokonywać własne ograniczenia, "buntować się". Ten "bunt" w Masce się nie powodzi, ale warto myśleć o tej książce, jako o rozprawie filozoficznej o granicach wolnej woli, niż jako o błahej opowiastce z królewskiego dworu.

Przy okazji zupełnie nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem michuka, że to "bardzo ciężka proza, zupełnie jak nie Lem". Nie wiem michuk na ile dobrze znasz twórczość Lema, ale on pisał bardzo różne rzeczy, od lekkich w formie "Bajek robotów", czy "Dzienników gwiezdnych" po dzieła czysto filozoficzne, bardzo trudne w odbiorze jak "Dialogi", czy "Summa technologiae" (notabene zresztą m.in. dlatego Dick złożył do CIA donos na Lema, w którym twierdził, że to nie może być jeden autor, bo zróżnicowanie stylów jest zbyt ogromne i sugerował, że Lem to kryptonim komunistycznej organizacji ;)).

"Maska" jest "bardzo jak Lem", podejmuje jego ulubiony temat, no a co do formy to, jak wspomniałem, Lem pisał bardzo różnie. Mi się książka bardzo podobała. Natomiast film niestety nie.

.

Esme Esme

@doktor_pueblo Bracia Quay fascynują się baśniami. Widać to w "Grzebieniu", widać w "Benjamencie" i "Stroicielu". Siłą rzeczy "Maskę" też przerobili na swoją modłę. To nie są ludzie, których interesują ekranizacje zgodne z oryginałem, tylko przenoszenie na ekran własnych fascynacji. Kazdy, kto daje im zlecenie doskonale wie, że zrobią z niego dokładnie to, co im się będzie podobało. Może po prostu nie należało im powierzać Lema. Na pewnie fajniej zrobiłby to Aronofsky ;)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Ale to nie dlatego "Maska" b. Quay mi się nie podobała. Nie podobała mi się już zanim przeczytałem książkę. Już pisałem dlaczego - za bardzo bajkowa, za mało dziwna (jak na braci Quay).

.

michuk michuk

O dzięki za ten krótki referat. W sumie jako notkę to mógłbyś wrzucić, po dostosowaniu. Ja przez "Maskę" Lema po prostu nie przebrnąłem. Znużył mnie sposób narracji. Może miałem zły dzień. A "Maska" braci Quay zafascynowała mnie tylko warstwą plastyczną (i to pewnie dlatego, że był to pierwszy ich film jaki widziałem), nie treściową (ta została chyba mocno spłaszczona, z tego co piszesz).
Lema czytałem "Solaris", "Kongres futurologiczny", większość "Dzienników gwiazdowych" i to chyba tyle. Tak wiem, mam spore zaległości. Już czekają a półce "Pamiętnik znaleziony w wannie" i "Szpital przemienienia". Ale do filozoficznego Lema muszę chyba jeszcze dorosnąć. Jako "młody widz" mam do tego prawo :>

.

inheracil inheracil

Jak pewnie wiecie, a jak nie to właśnie się dowiadujecie, Polska ma zamiar wysłać satelitę badawczego. Jedną z propozycji, z tego co mi wiadomo oddolną, jest nadanie mu wdzięcznego imienia- Lem. W internecie trwa głosowanie i ku mojemu zdziwieniu Lem idzie łeb w łeb z Arym Sternfeldem. Piszę tu, bo nie mam śmiałości zakładać tematu, na portalu filmowym, o osobie, która filmu nie lubiła. Mimo to, proszę o głosy.
Zagłosuj na Lema już dziś

.

Aquilla Aquilla

O - to już druga tura? :D Widzę że zostały te najlepsze nazwy, chociaż nie przeszła niezmiennie rozwalająca mnie "Gwiazdeczka"

.

Aika Aika

Rozumiem przywiązanie do polskiej tradycji itd. ale wygląda na to, że niektórzy nie rozumieją, że nazwa satelity musi być łatwo identyfikowalna, wymawialna i zapamiętywalna dla osób mówiących w różnych językach. Dobrze by była także krótka. Inaczej nie będzie w ogóle używana i zostanie szybko zastąpiona skrótem (często od razu wymyśla się nazwę satelity jako ładnie brzmiący akronim, np. CALIPSO, PARASOL).
"LEM" jest bardzo dobrą nazwą, "Ary Sternfeld" tylko w postaci "ARY", "Pan Twardowski" odpada. "Heweliusz", jeśli chcielibyśmy aby był używany prawidłowo, trzeba by niestety zapisać raczej jako "Hevelius".

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

No właśnie, może byś jednak inheracil napisał notkę i poagitował za Lemem? Głosy Filmasterów mogą przeważyć, zważywszy na niewielką różnicę.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook